Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że wielkie akcje charytatywne potrzebują miesięcy planowania, ogromnych budżetów mediowych i wsparcia największych telewizji. Tymczasem zbiórka zorganizowana przez Łatwogang na rzecz Fundacji Cancer Fighters pokazała coś zupełnie innego: dziś internet potrafi wygenerować gigantyczny społeczny zryw szybciej niż jakiekolwiek tradycyjne medium.
Ale sukces tej akcji nie był przypadkiem. To nie była „magia internetu”. To był miks autentyczności, emocji, społeczności, technologii i nowego języka komunikacji, którego wiele organizacji pozarządowych wciąż jeszcze nie rozumie.
Jak zauważyła Paulina Wójtowicz, znaczenie miał też sam fakt, kto stał za akcją. Nie była to kolejna kampania organizacji społecznej, ale inicjatywa influencera obserwowanego przez dwa miliony młodych ludzi na TikToku i ponad milionie osób na Instagramie i YouTubie.
Podczas spotkania MOVERSÓW – osób działających w organizacjach społecznych i fundraisingu – uczestnicy próbowali odpowiedzieć na jedno kluczowe pytanie: dlaczego właśnie ta akcja osiągnęła tak spektakularny sukces?
Autentyczność wygrała z perfekcją
Jednym z najczęściej powtarzających się wątków była autentyczność całego wydarzenia. Stream nie przypominał profesjonalnej kampanii CSR przygotowanej przez agencję reklamową. Był chaotyczny, spontaniczny, momentami nieporadny i właśnie dlatego działał.
Wojciech Przybysz ze Stowarzyszenia Wędka, jeden z uczestników spotkania, podsumował to bardzo trafnie:
„Chaos był dowodem autentyczności.”
To szczególnie ważne w świecie, w którym odbiorcy są zmęczeni idealnie wyreżyserowanymi kampaniami i korporacyjnym językiem emocji. Łatwogang nie próbował wyglądać „profesjonalnie”. On był prawdziwy.
Właśnie dlatego młodzi ludzie uwierzyli, że uczestniczą w czymś realnym.
Wspólny wróg zjednoczył ludzi ponad podziałami
W rozmowie bardzo mocno wybrzmiał jeszcze jeden element: rak został przedstawiony jako wspólny wróg.
Jak mówił Wojtek:
„To był wróg numer jeden, z którym się każdy utożsamiał. To jest ponad podziałami.”
To niezwykle istotny mechanizm społeczny. Kampania nie była opowieścią o jednej organizacji ani nawet o konkretnym influencerze. Była historią walki z czymś, czego boi się praktycznie każdy.
Jednocześnie uczestnicy zwracali uwagę, że akcja nie epatowała cierpieniem. Nie było drastycznych zdjęć ani emocjonalnego szantażu.
Roksana Łojek z Fundacji Moja Droga, zauważyła:
„To nie było pokazywanie umierających dzieci. To było pokazanie dzieciaków, które mimo choroby są po prostu dziećmi.”
I właśnie to odróżnia tę zbiórkę od wielu tradycyjnych kampanii fundraisingowych.
Ludzie nie wpłacali pieniędzy. Oni kupowali poczucie wspólnoty
Jedna z najbardziej poruszających wypowiedzi podczas spotkania dotyczyła potrzeby przynależności.
Marta Drogi z Fundacji Pamięć Ciała powiedziała:
„Ja też chcę być częścią tego oceanu dobra, który się wylewa.”
To zdanie świetnie pokazuje, że sukces akcji nie opierał się wyłącznie na celu charytatywnym. Uczestnicy streamu chcieli być częścią czegoś większego.
W świecie rozproszonym przez social media, indywidualizm i szybkie tempo życia pojawiło się wydarzenie, które dało ludziom doświadczenie wspólnotowe.
Nie bez znaczenia był też efekt FOMO.
Jak zauważył Wojtek:
„Tam się coś dzieje. Dzieciaki gdzieś jadą, lecimy.”
Mechanizm „nie chcę tego przegapić” napędzał kolejne wpłaty i kolejne udostępnienia.
Pasek postępu stał się silniejszy niż najlepsza reklama
Fundraising od lat wykorzystuje mechanizm społecznego dowodu słuszności, ale Łatwogang pokazał go w ekstremalnie skutecznej wersji.
Ludzie widzieli na żywo:
- rosnącą kwotę,
- kolejne wpłaty,
- dołączające firmy,
- celebrytów,
- reakcje społeczności.
To wszystko budowało poczucie uczestnictwa w historycznym wydarzeniu.
Hanna Szewczyk ze Stowarzyszenia Wędka z Torunia mówiła:
„Pasek postępu to wszyscy śledzili. Doświadczenie tego, że te kwoty tak wpływają – to było super.”
W praktyce oznacza to jedno: fundraising przyszłości będzie coraz bardziej przypominał wydarzenie na żywo niż tradycyjną zbiórkę.
Firmy nie wpłacały tylko z dobroci serca
Bardzo ciekawym i szczerym wątkiem dyskusji była rola biznesu.
Uczestnicy nie mieli złudzeń: wielkie marki doskonale wiedziały, że obecność przy tej akcji przyniesie im gigantyczny efekt wizerunkowy.
Jak zostało słusznie zauważone:
„To była po prostu szybka akcja marketingowa dla firm.”
Ale jednocześnie rozmówcy podkreślali, że nie należy tego demonizować. Bo nawet jeśli firmy kierowały się PR-em, to realne pieniądze trafiły do potrzebujących dzieci.
W dodatku marki błyskawicznie zobaczyły efekt społeczny swoich wpłat.
„Ludzie komentują: teraz przesyłki tylko w InPoście, a soki tylko Tymbark.”
To ogromna lekcja dla organizacji pozarządowych: biznes chce widzieć konkretną wartość marketingową współpracy społecznej.
Młodzi przejęli fundraising
Jednym z najmocniejszych wniosków całej dyskusji było odkrycie, że wiele NGO-sów zwyczajnie nie rozumie już języka młodych odbiorców.
Monika Wesołowska zwróciła uwagę:
„My prowadzący organizacje pozarządowe bardzo często nie jesteśmy na tych mediach, na których jest młodsze pokolenie.”
To zdanie wracało wielokrotnie.
TikTok, streamy, gaming, live’y i dynamiczne formaty komunikacji stały się naturalnym środowiskiem młodych ludzi. Tymczasem wiele organizacji nadal komunikuje się językiem Facebooka sprzed dekady.
Roksana powiedziała wprost:
„Nasza wiarygodność jako starszych użytkowników social mediów jest mało atrakcyjna.”
Brutalne? Tak. Ale prawdziwe.
I właśnie dlatego Łatwogang wygrał uwagę młodych ludzi – bo mówił ich językiem.
Ta zbiórka nie wydarzyła się przypadkiem
Choć cały stream sprawiał wrażenie spontanicznego chaosu, uczestnicy spotkania wielokrotnie podkreślali, że sukces był efektem wcześniejszej pracy.
Fundacja Cancer Fighters od dawna budowała markę, relacje i obecność w social mediach.
Podczas spotkania padło kluczowe zdanie:
„To nie spadnie nam z nieba, jeśli działacze dużo działają, a mało publikują.”
To prawdopodobnie jedna z najważniejszych lekcji dla organizacji społecznych.
Nie wystarczy robić dobra. Jeśli chcemy angażować ludzi w pomoc na coraz większą skalę – trzeba umieć to pokazać.
Czy ta akcja zmieni polski fundraising?
Prawdopodobnie tak.
Bo Łatwogang i Cancer Fighters pokazali, że:
- społeczność jest ważniejsza niż perfekcyjna produkcja,
- autentyczność wygrywa z korporacyjnym PR-em,
- młodzi ludzie chcą angażować się społecznie,
- firmy potrzebują emocji i zasięgu,
- fundraising może być doświadczeniem kulturowym.
Jednocześnie uczestnicy spotkania podkreślali, że sukces zbiórki nie był wyłącznie efektem viralowego zasięgu czy popularności influencerów. Jak zwracał uwagę Wojciech Przybysz, Cancer Fighters nie było „fundacją znikąd”. Organizacja od lat budowała swoją wiarygodność, realnie pomagała dzieciom i konsekwentnie pokazywała efekty swojej pracy. Publikowane sprawozdania jasno pokazywały, że zdecydowana większość środków trafia na zakup leków i wsparcie podopiecznych, a fundacja jeszcze przed akcją obsługiwała wielomilionowe zbiórki. Ogromne znaczenie miało również przygotowanie technologiczne – sprawnie działająca strona internetowa i skuteczne mechanizmy wpłat pozwoliły bez problemu obsłużyć gigantyczne zainteresowanie. Gdy pojawiła się fala społecznego zaangażowania, fundacja była po prostu gotowa, by ją udźwignąć.
Na końcu spotkania uczestnicy zostali poproszeni o jedno zdanie podsumowania.
Jedna z odpowiedzi brzmiała:
„To nie przypadek. To są przygotowania.”
I być może właśnie w tym zdaniu najlepiej zamyka się cała historia tej niezwykłej zbiórki.
FAQ
Dlaczego zbiórka Łatwoganga i Cancer Fighters odniosła tak duży sukces?
Sukces zbiórki wynikał z połączenia kilku elementów: autentyczności twórców, ogromnego zaangażowania społeczności, wykorzystania streamingu i social mediów oraz prostego mechanizmu wpłat. Kluczowe było również poczucie wspólnoty i efekt FOMO, dzięki któremu internauci chcieli być częścią wydarzenia.
Czego organizacje pozarządowe mogą nauczyć się z akcji Łatwoganga?
Najważniejsze lekcje dotyczą budowania społeczności, regularnej obecności w social mediach i komunikowania się językiem młodszych odbiorców. Akcja pokazała także, że fundraising społecznościowy wymaga autentyczności, transparentności i angażowania odbiorców w czasie rzeczywistym.
Jaką rolę odegrały firmy we wsparciu zbiórki Cancer Fighters?
Firmy odegrały ogromną rolę zarówno finansowo, jak i wizerunkowo. Wysokie wpłaty marek zwiększały wiarygodność zbiórki i zachęcały kolejne osoby do udziału. Jednocześnie wiele firm zyskało ogromny rozgłos i pozytywny odbiór społeczny dzięki zaangażowaniu w akcję.
Autor
-
Przedsiębiorczyni i innowatorka społeczna z 12-letnim doświadczeniem w tworzeniu startupów pozytywnego wpływu. Laureatka nagrody Laur Magellana. Jej dwie organizacje osiągnęły milionowe przychody w 2. i 3. roku działalności bez wsparcia grantowego. W 2018 roku założyła Fundację Hearty (edukacja przyszłości) i Social Movers Hub (wsparcie liderów zmiany). Wierzy, że technologia zmienia świat na lepsze, jeśli jest mądrze wykorzystywana.

